WAŁĘSA ZDRAJCA CZY BOHATER NIEDOKOŃCZONA REWOLUCJA

WAŁĘSA ZDRAJCA CZY BOHATER NIEDOKOŃCZONA REWOLUCJA
-31%

Sugerowana cena   39,90 zł

Zaoszczędzisz 12,37 zł
Sugerowana cena 39,90 zł

Zaoszczędzisz: 12,37 zł

27.53 sugerowana cena 39,90 zł

wysyłka za 2-3 dni

wysyłka za 2-3 dni

13,00 zł
13,00 zł
12,00 zł

Autor:
Wydawca: Fabuła Fraza
ISBN: 978-83-65411-03-7
Rok wydania: 2016
Język: POL
Oprawa: twarda
Liczba stron: 360

Na książkę składa się 25 rozmów, niektóre z nich utrzymane w konwencji reportażu. Autorzy wykorzystując rozmowy Wilczaka z 1996 roku z ludźmi władzy PRL i przedstawicielami „Solidarności” przeprowadzają wywiady 20 lat później, ćwierć wieku po przemianach ustrojowych. Na kanwie ostatnich wydarzeń związanych z ujawnieniem \teczki” Lecha Wałęsy pytają, także jego kolegów, o zakres współpracy z SB lidera „Solidarności”, byłego prezydenta. Przedstawiają nieznane kulisy strajku sierpniowego 1980 roku, a także udziału w strajku Lecha Wałęsy. Opisują tzw. „zmowę elit solidarnościowych z elitą władzy PRL i służb specjalnych”. Jeden z pierwszych liderów „Solidarności” Andrzej Kołodziej, mówiąc o tamtej, sprzed 25 lat „zmowie” już 20 lat temu przewidywał, że prawdziwa rewolucja „solidarnościowa” dopiero nastąpi. Czy mamy z nią do czynienia dziś?Rozmówcami Stankiewicza i Wilczaka byli (kilku z nich już nie żyje) i są m.in:Andrzej GwiazdaJacek MerkelAndrzej StelmachowskiAnna WalentynowiczJerzy BorowczakAndrzej KołodziejKornel MorawieckiBogdan LisPłk Adam HodyszJadwiga StaniszkisBogdan BorusewiczProf. Jerzy EislerKpt. Edward Graczyk (oficer prowadzący t.w. „Bolka”)Gen. Czesław KiszczakMaria KiszczakMieczysław RakowskiJózef CzyrekStanisław CiosekAleksander KopećAlfred MiodowiczGen. Michał JaniszewskiFragmenty: Bogdan Lis: „Dlaczego Wałęsa został bohaterem Solidarności, a nie na przykład Gwiazda? Tak się stało i tyle. Wałęsa też był nam znany. Też funkcjonował w Wolnych Związkach Zawodowych przed Sierpniem 80 roku. Co prawda tylko roznosił ulotki, ale funkcjonował. On był jedynym facetem z nas wszystkich, który pracował kiedyś w Stoczni im. Lenina. Pani Walentynowicz nie dałaby rady poprowadzić strajku. Robotników mógł poprowadzić ktoś, kto miał szpunt do przodu. My byliśmy wobec niego lojalni, chociaż decyzja, że on ma być szefem wynikała z warunków w jakich pracowaliśmy. To raczej Wałęsa był nielojalny wobec nas. On wykorzystywał nas instrumentalnie. Wymknął się nam, pewnie że się wymknął. Ale myśmy go próbowali przystopować. Na przykład w kwietniu 1981 roku, kiedy całe prezydium gdańskiej „Solidarności” złożyło rezygnację i Wałęsa został sam jak kołek. Przyleciał do nas, na działkę Karola Kremantowskiego, i przyznał się, że popełnił błąd. Przysięgał, że więcej tak nie będzie robił. I robił niestety. Już następnego dnia zaczął organizować wokół siebie alternatywne prezydium. Ja to dokładnie pamiętam, ale trzeba też pamiętać gdzie był interes Polski. Świat by nie zrozumiał, gdybyśmy Wałęsę próbowali wyeliminować. Uznano by nas na świecie za wariatów”. Józef Czyrek: „Wałęsa nawet w obecności hierarchów kościelnych (Dąbrowskiego i Orszulika) mówił do Kiszczaka: panie generale, ma pan moje poparcie, już mogę uścisnąć panu rękę jako przyszłemu prezydentowi”. Andrzej Kołodziej: „30 kwietnia 1988 roku, około godziny 9 rano doprowadzono mnie do pokoju przesłuchań, w którym wydano mi moje rzeczy. Asystujący przy tym oficer powiedział, że będę przewieziony z aresztu, do czego mam się przygotować. Na moje pytania odmówił odpowiedzi. Po przygotowaniu się do wyjazdu dowiedziałem się, że będą mnie transportowali na lotnisko Okęcie i tam mam się spotkać z Kornelem Morawieckim. Na lotnisku, po krótkiej rozmowie z Kornelem, odmówiłem wejścia na pokład samolotu. Tak samo zrobił Morawiecki. Po godzinnych namowach, w końcu, przewieziono nas znów na Rakowiecką i wprowadzono do gabinetu naczelnika aresztu, w którym już czekali przedstawiciele Episkopatu Polski: profesor Stelmachowski, ksiądz Orszulik, mecenas Olszewski. Przez wiele godzin próbowali mnie i Kornela namawiać na wyjazd, powołując się na coraz to nowe argumenty. Posuwając się do szantażu, ujawniając fakt mojej choroby nowotworowej, którą zmyślono. Działano na mnie psychologicznie. Wcześniej na raka zmarła moja 18-letnia siostra. Gdy i to nie przyniosło rezultatu, poirytowany ksiądz Orszulik oświadczył nam, że i tak dziś pojedziemy, bo już wszystko jest ustalone. Wieczorem, 30 kwietnia o 19.30 wprowadzono nas do samolotu. Odlecieliśmy do Włoch.”Andrzej Gwiazda: „Przed strajkiem Borusewicz określił nam gdzie jest Wałęsa i że będzie tam czekał aż strajk się rozwinie. Jeśli się rozwinie, to wejdzie przez płot w rejonie bramy numer 1, tak, gdzie jest się łatwiej przedostać. Dalej wersja oficjalna jest taka: Wałęsa przez łącznika dostaje cynk, że ma wchodzić, więc opuszcza lokal, przechodzi przez płot i jest na strajku. Już po stanie wojennym spotkałem (być może to nie było przypadkowe spotkanie) na ulicy człowieka, z którym kiedyś razem pracowaliśmy. Wiedziałem też o nim, że po 56 roku był wywalony z ubecji. I ten człowiek powiedział mi, że Wałęsa zanim wszedł na strajk, czekał w mieszkaniu kontaktowym SB. Określił mi gdzie było to mieszkanie. To się pokrywało z opisem Borusewicza.”Piotr Kołodziejczyk: „Jesienią 1981 roku wracaliśmy w sztormowych warunkach całą flotyllą z morza. Po wykonaniu zadań egzaminacyjnych. W drodze powrotnej, na redzie portu gdyńskiego, wykryliśmy silną eskadrę okrętów radzieckich flotylli bałtyckiej. Poinformowali nas, że kotwiczą chowając się przed sztormem. Wiedzieliśmy, że takie kotwicowiska są w Zatoce Puckiej, a oni demonstracyjnie stanęli na redzie portu Gdynia. I więcej, w czasie naszego zbliżania zagrali alarmy bojowe na swoich okrętach. Zaczęli kierować armaty na nas. Odpowiedzieliśmy tym samym, przeprowadziliśmy wszelkie procedury zmierzające do odpalenia rakiet. Oni ogłosili szybko odbój alarmu i skończyło się na głupim epizodzie. Ale ich intencja była jasna: przestraszyć”.Anna Walentynowicz: „O Wałęsie wiedzieliśmy już wszystko na początku 1981 roku. W marcu przyszedł do nas do pracy w Zarządzie Regionu Mieczysław Wachowski. Przyszedł z ogłoszenia. Potrzebowaliśmy zaopatrzeniowca. Jeszcze w czasie okresu próbnego, który miał trwać siedem dni, kierownik biura zarządu Henryk Jagiełło poinformował nas, że Wachowski został sprawdzony i jest kapitanem SB. Wezwaliśmy Wachowskiego na posiedzenie Prezydium i powiedzieliśmy: wybaczy pan, ale ludzi z pana środowiska nie możemy zatrudniać, dziękujemy za pracę. Wachowski nic nie powiedział, tylko się uśmiechnął ironicznie Wtedy zrywa się Wałęsa i mówi: to ja go biorę na swojego kierowcę. Miał mu płacić prywatnie, ale pensja szła jednak z Zarządu Regionu”.Mieczysław Rakowski: „Z Kuroniem wiąże się zabawna historia listu, jaki do niego napisałem w 1980 roku. Poprosiłem Ankę Kowalską, żeby osobiście zaniosła list Jackowi. Później opowiadała, co zresztą potwierdził Kuroń, że gdy tylko skończył czytać te moje słowa, do drzwi zapukała SB. Kuroń nie chcąc, żeby list dostał się w ich ręce, niewiele się namyślając, po prostu zjadł całą kartkę”.
Może ci się spodobać również..